PO NASZYMU : MECHANIKA STOPY

 

Jak lyziesz to padosz. Jeszcze lepi - bo jeśli lyziesz to właśnie dlotygo że padosz.

Ale muskuły Cie podtrzymują jakbyś mioł gume z tyłu. I dziynki nim się nie rozwolosz ; łóne tam wiela sie nie przemynczają bo przedłużają się tam i z powrotym, tam i z powrotym… Przylepióne są do stopy i łod ty stopy do kolana tak się ino Tobą bawią : puścić, nie puścić ?

WIÓNZOR DACHOWY

Gdyby stopa była tam tylko jakimś sklepiyniem to by się porozwolała w pieruny. Wiynzorem jest i basta. Łona przecie lepi wiy.

Wiónzor, jest to taki trójkont jak wiónzor dachowy : dwie dechy utrzymane do kupy zawiasem na szczycie a na dole : guma co je łączy. Nieraz deski się wykrzywiają w tą i w tamtą stróne i mosz z tygo powodu koślawe lub szpotawe giyry. A gdzie to się wykrzywio, ciort go wiy.

Jest tako kość w stopie : talus mówią na nią - bo to z łaciny. Bierze się za nie wiym co - jak to u ludzi, bo to kość ludzka - Nie powiym, robi swoje i to porzondno kość. Ale przecie nie łóna się wykrzywio choć przechodzi z jednej stróny na drugom. To się gdzieś dzieje pod nią a łóna ino ślizgo się po kości piętowej i w tą i w drugą stronę. A jej głowa okrągło to przenosi ciynżor jak nie w strónę dużygo palucha do w strónę tygo nojmniyjszego. Mówią na nią z łaciny "coxa pedis" bo okrąglutka jak parwdziwo kula któro przypomino głowe udową. Miyndzy talusem a kością piyntową : wiyndzadła które donoszą o każdy pozycji giyry według niereguralności terenu.


. Guma co pod spodym łączy deski pozwolo stopie odbijać się. I nie tylko łóna. Bo w stopie jest pełno tych amortyzatorów.
 

 

AMORTYZATORY

Wiadómo : skóra podeszwowa to jak łopóna łod furmanki. (Kiedys przed wojną koła furmanki były połobijane żylazym – ale co to za postep przez te kilka dziesiąt lot, powiydzcie ! tak nom godoł sąsiod, filozof z tamtych czasów).

Ale i wszystko co pod nią...co ino podejdzie, pomiędzy szkieletem a łoponą...
Jest słynny trójkąt wiónzara ze swoją gumą.
Potem okrągłe główy kości śróstopia które też nie mają się za nic. Pompują a pompują. (niczym nasza straż przeciwpożarna ).
Kości klinowe które mają się za dronżek skrynty, tak jakby byłyby odkryły amortyzatory samochodów . W końcu dloczygo nie ? Pzecie były piyrwsze i to już łod downa.Wiynzadło przyśrodkowe to sie wspino aby stopa sie nie zakoślawiła.
A staw podtalowy ino sie rozglóndo czy cosik sie nie ruszo bo tyż ślypie mo łod tygo. Sam talus, zaś, nie słyszy, nie widzi a myśli że wszyskim rządzi. Co mu ta ? Niech inni robią swoje a łón se ino se chuśto.

Nareszcie szczypce miyndzy piszczelą a kościa strzałkową. Rozkracząją sie i rozkraczają tak jak tyn wiónzor ino w inny kierunek.

I na koncu mięsień trójgłowy co sie wleczy do samych palców. Nigdy nie skokej na piynty tylko na czubki stóp : lepiej Ci się bydzie łodbijac !

PROGRESIA staje się możliwa.

Nima żodnej sztuki. Wszystko się samo robi. Zgino się w stawie skokowym górnym potym w palcach. Stopa tyż mo swój rozum : te ruchy wykonują się nałokoło osi które są między sobą rownoległe ale prostopadłe w stosunku do kierunku chodzynia. Talus może więc sobie pofiukać. Jego oś ni mo nic wspólnygo z tamtymi. Popracuje sobie kiedy chce. Nie ma przeszkód, to nie potrzebuje harować
... Tylko zdziybko, tak jak nożyce które nad kością piętową się otwierają i zamykają aby przedstawić podczas głównej fazy podparcia jaknajwiynkszą powierzchnię. Nic w tym trudnygo. Ale jednak : trzeba uważać na najmniejszą nierówność terenu.Tymczasem leży sobie wygodnie jak mucha w maśle. Wiynzadła skokowo-piyntowe czuwają... Zasada najmniyjszego wysiłku - mówi to wóm coś ? Czy sie stoi, czy sie leży.... Nawet po przedlużaniu się, muskuły wracają do swojej normalnej długości i oddawają energię bez żodnygo dodatkowygo wysiłku. Praca jest więc rutynowa i nie ma czym się ani chwolic ani martwić. Niech nagle coś się zdarzy a już sa gotowe i dali „wpierot”: do roboty! Wiadomo : jest też "coxa" przodostopia (głowa piyrwszy kości śródstopia). Prosi o malutki wywiad,   - Nie przestaję harować, godo, nie mowiąc już o chodzyniu ale w spryntcie i w zmianach kierunków, możno pedziec co się chce, ale jo właśnie wszystko robię. Móm tygo doś.

- Słuchej ino, malutko, źle Ci w ty twoi kupułce ? Co chcesz : gwiazdkę z nieba a może szybkę z okna ? Nie jesteś to u siebie gospodynią?

- dobra, ale w demokracji europejskiej, mnie tyż by sie cosik nalezalo. Jo tyla w tyn łeb dostaję że mi się w głowie krynci aż nieroz mi puchnieje.... i należałaby mi sie jakoś wdziynczność. Dostaje po tym łbie, a co jo z tygo móm ?

- Pockej, ślypku, z babami to mosz piekło, rychtyg. Ale z chłopami to ty jezdeś w siódmym niebie . Baby jak baby, wiadómo ze mosz trzy światy z nimi ale chłopy , nie zaprzeczysz, to Cię szanują.

- może to i prowda co mówicie ale kiedyś, to były czasy…boso po piochu…

- Ba...tygo Ci kobiyto nie zaprzeczę…

Dosyć z tym godaniym bo jeszcze mi sie poryczy… a trza przyznać że naprawdę haruje, biydne boskie stworzenie…

RÓWNOWAGA

Nagle telefon zaturkotoł ! Coś się dzieje…Ale co ? valgus ? - pyta talus. Kto śmioł ? Jak trzeba to trza. Nie chcem ale pójdem. Należy jakoś wszystko uporzóndkować

Wy tam, małe więzadła miyndzykostne, co z wami ? ! Pomożeta ? Ruszajcie sie ! Zaroz proszę mi natychmiast zawołać tego tam...miynśnia piszczelowego tylnego. Niech robi swoje. Porządny z niygo chłop. Zawsze na niego możno liczyć. Niech jak nojpryndzy postawi mie na siodło ty kości piyntowej. I co znowu sie zdarzyło ? Jakiś varus ? Zaraz mi tu dać, proszę, krótkiego strzałkowego. Jaki jest taki jest, ale innygo ni mómy. Co ? Więzadła strzałkowe pynkają ? Ani mi się waż ! Zróbcie coś i nie pozwólcie na to. Co to ma być ? Kurcefelek !

- Ty, strzałkusiu jeden, popraw to.
Wreszcie udało sie?. Koniec zabawy.
Dobrze pracowały te małe.
Czas na odoczynek . Znowu kołysze mnie regularne chodzynie.

- Rozciągajcie sie moje kochane muskuły tylne. Tylko po cichutku, bez krzyku, i nie mynczcie sie...
Jo se pośpie.

Jak jo ide z karczmy do dóm

potrzebuje trzech ze sobą

dwa mieśnie boczne trzymają noge

a środkowe pokazują droge.

I CO?

Nikt nie wiy że jesteśmy tak dobrze zorganizowani? Nawet tańcoki

Dajcie świynty spokój !
Powiym wóm szczerze : kiedyś to dopiyro były czasy. Czasy wolności na bosokach, jak nie po kamiyniach to po piochu. Wtedy dopiyro mieliśmy podeszwy! I to jakie ! Ale nie wrócą te czasy...

Ale już pora wos pożegnać! Juz tak młodo sie nie spotkómy.

Pa!